Za nami zimowy sezon - mamy już podsumowanie tego okresu

Zimowy sezon za nami – czas na finalne podsumowania 

Zimowy sezon narciarski powoli dobiega końca – coraz więcej ośrodków narciarskich kończy działanie i rozpoczyna wiosenno-letnią przerwę. Oczywiście trasy narciarskie w rejonie Kasprowego Wierchu będą udostępnione dla narciarzy znacznie dłużej, ale tzw. duży sezon w tym ferie zimowe już za nami. I jak się okazuje dla Szpitala Powiatowego im. dr Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem był to czas wyjątkowej pracy – i już wiadomo, że ilość pacjentów osiągnęła rekordową wysokość. Rozmowa z dr Jerzym Toczekiem kierownikiem Lecznictwa Ambulatoryjnego, Specjalistycznego i Podstawowego.


Zdaniem wielu kończąca się zima była rekordowa dla Zakopanego jeśli chodzi o ilość narciarzy i w ogóle gości. Czy dało się to też zauważyć jeśli chodzi o ilość Pacjentom którym placówka udzieliła pomocy medycznej?

- Tak, to był  wyjątkowy sezon, od 10 lat nie pamiętamy takiego natłoku pacjentów. Ok.60 pacjentów dziennie, wszyscy przyjezdni - ci którzy w okresie świąt i ferii korzystają z wypoczynku na naszym terenie. Bardzo dużo zachorowań – szczególnie dolnych dróg oddechowych, zapaleń płuc, infekcje przewodu pokarmowego, ostre nieżyty. Często kończyło się to hospitalizacją. W ciągu roku rzadko kiedy jest 85 – 90 obłożenia oddziału w szpitalu a teraz tak właśnie było.

Czyli nie tylko narciarskie urazy, ale także inne przypadki – to był rekord? 

Tak, nie wspomnę o urazach typowo narciarskich, mówię o schorzeniach, z którymi mamy do czynienia w POZ i  w niezabiegowych dyscyplinach. To był niewątpliwie rekord. Od kilku, może nawet od kilkunastu lat tylu pacjentów nie mieliśmy.

Osoby które wymagają pomocy nadal  zgłaszają na SOR, licząc na pomoc właśnie w  Szpitalnym Oddziale Ratunkowym? 

Tak trafił pan w sedno  bowiem w większości pacjenci do nas, czyli  tzw. POZ przy szpitalu  – trafiają pacjenci z SORu właśnie. To jest ciągle problem, i osoby wypoczywające np. w okolicach  Zakopanego, od razu kierują się na SOR myśląc, że zostanie im tam udzielona pomoc. Wiem, że w innych ośrodkach jest to tak samo praktykowane, że korzystają przede wszystkim z SORu, a później dopiero ewentualnie szukają pomocy w POZ.

Kiedy zgłasza się najwięcej pacjentów – w dzień, czy w  nocy, bo opieka jest przecież całodobowa? 

Przedział był podobny. W ciągu dnia przyjmowaliśmy ok.60 pacjentów a podczas  nocnego dyżuru było 40 – 50 pacjentów. W dni powszednie, zaznaczam – bo w święta to zdecydowanie więcej. Tak że pacjenci zgłaszali się właściwie na całą dobę.

Ile było dzieci wśród tych, którym udzieliliście pomocy? 

Bardzo dużo, gros to były właśnie dzieci i co znamienne w dużej części były to  dzieci, które w większości  trafiały później na oddział do leczenia szpitalnego. W związku z tym mieliśmy wyjątkową sytuację, bo zdarzało się  niestety, że  brakowało miejsc na oddziale, czasami musieliśmy odsyłać dzieci nawet do Suchej Beskidzkiej. Brak miejsc to nie tylko nasz problem, nawet Kraków się z tym boryka.